Combo polecenia – kacik #5 – czerwiec 2016

IMG_4754

W czerwcu mam dla Was specjalny „Kącik Poleceń”. Oprócz klasycznych, krótkich opisów, jak zwykle pojawi się dłuższa recenzja. Tylko dzisiaj będzie to recenzja-combo (mojej ulubionej!) mangi oraz jej (fantastycznej!) ekranizacji.

Ale zaczynamy klasycznie od książki!

KSIĄŻKA – Run to the Hills – Mick Wall

IMG_4758

Głośna kilka lat temu autoryzowana biografia mojego chyba wciąż ukochanego zespołu, grupy, w którą od najmłodszych lat byłam wpatrzona jak w obrazek i nie było dla mnie kiedyś innego wyznacznika doskonałego artysty, jak muzycy z Iron Maiden. Pierwszy raz przeczytałam ją chyba sześć lat temu, ponownie sięgnęłam po nią na początku liceum. I od tamtej pory lubię przeglądać „Run to the Hills”, przypominać sobie, czytać poszczególne fragmenty. Bardzo dobrze i ciekawie napisana, wydaje się autentyczna i kompleksowa. Fani Iron Maiden nie będą zawiedzeni, a być może dowiedzą się czegoś nowego lub lepiej zapamiętają niektóre informacje. Do tego bardzo dobrze czyta się ją w ciepłe wieczory. Zdecydowanie polecam!

KOMIKS i SERIAL oraz komiks, a serial – Soul Eater – Atsushi Ohkubo

IMG_4755

Wielokrotnie przeze mnie wspominany tytuł, moja ulubiona komiksowa „japońszczyzna”, dzieło jednego z tych rysowników (i zarazem scenarzystów), których najbardziej podziwiam, Atsushiego Ohkubo. Za co? Za wiele rzeczy, między innymi za świetny styl rysunku, genialne pomysły na akcję swoich komiksów (może poza jednym prequelem, o którym jeszcze napiszę…), niesamowicie umiejętną budowę fikcyjnego świata i pewne charakterystyczne „maniery”, zarówno w grafice jak i samej treści, które dodają specyficznego „uroku” jego twórczości i są poniekąd naturalną wizytówką artysty.

Co do samego „Soul Eatera”, to wyobraźcie sobie, że przy jednym, wielkim stole, w niebie (… lub w piekle), zasiadają Goethe, Bułhakow oraz Lovecraft. I dyskutują o tym, jaki by tu pomysł zesłać na umysł młodego Japończyka, który za bardzo niczego nie chce w życiu robić, tylko rysować shoneny o rzucaniu zwierzęcymi szczątkami. Ich plan nie mógł zawieść, prawda?

Fabuła mangi to istny majstersztyk. Nie znam lepszej komiksowej koncepcji niż ta, którą przedstawia „Soul Eater”. To tak, jakby w typowym shonenie, zawrzeć odpowiedzi na najważniejsze pytania, które stawiają przed nami dzieła literatury zachodniej. Dodać coś nowego do uznanych na całym świecie koncepcji filozoficznych, skomentować klasyków i pójść jeszcze dalej. Dalej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. I zrobić to w otoczce faustycznej groteski, pomieszanej z klimatem „Miasteczka Halloween” Tima Burtona. Wpuścić czytelnika w świat codziennych „dziwactw” i obsesji bohaterów, które potem okażą się mieć ogromne znaczenie dla całości fabuły. Opleść ich zmagania charakterystycznym dla autora humorem, raz czarnym, raz głupawym.

Postacie „Soul Eatera” są naprawdę wyjątkowe, każda na swój  sposób. Wszystkie mają doskonale i szczegółowo skonstruowaną psychikę, charakterystyczny styl ubioru oraz oryginalny wygląd, niecodzienne pod pewnymi względami zachowanie. I, co bardzo ważne i dosyć rzadkie w nowych tytułach mangowych, KAŻDA z postaci odgrywa ważną rolę dla całości koncepcji. Nie mamy tutaj przypadkowych przyjaciółek bez charakteru na drugim planie, kolegi, który jest, żeby był i grał dobrze w baseball (ale nie robił niczego poza tym) czy „śmiesznej osoby”, która jest tylko i wyłącznie śmieszna. Tutaj, jeśli zostaje wprowadzony ktoś nowy, to dlatego, że bez niego cała koncepcja wzięłaby w łeb. A trzeba powiedzieć, że postaci w całym uniwersum jest dosyć sporo. Głównymi bohaterami są trzy walczące duety… Nie, dwa duety i jedno trio. Każda drużyna składa się z władającego i jego broni, czyli człowieka (lub ludzi), który zamienia się w śmiercionośne narzędzie. Wszyscy są nastoletnimi uczniami szkoły dla zawodowych zabójców, prowadzonej przez Śmierć – mrocznego żniwiarza we własnej osobie. Brzmi ciekawie, prawda?

Wizualnie ich ogromną zaletą jest posiadanie charakterystycznych rysów twarzy, oczu, mimiki, ruchów ciała. To jeden z ogromnych plusów nie tylko kreacji samych bohaterów, ale i stylu Ohkubo. Kreska rysownika jest wyjątkowa i bardzo rozpoznawalna, nie tylko, jeśli chodzi o samych bohaterów, ale także o tła. Rzadko zdarza się, żeby ktoś miał tak wyrazisty styl, a do tego tak doskonale dopasowywał go do klimatu całości. Poza tym kreska ewoluuje z tomu na tom, nie tracąc swojego wyrazu, co jest ciekawym zabiegiem (chyba nieświadomym, ale jednak wciąż ciekawym). A wszystkie efekty i rastry zostały użyte tak, że nie odczuwa się ich nadmiaru, a faktycznie wyglądają dobrze i pełnią swoja funkcję jak należy.

IMG_4756

Jak to czasem bywa, seria doczekała się swojej ekranizacji w 2012 roku. Świetnej ekrajizacji, choć takiej, która potwierdza popularne hasło „a książka była lepsza”. Najważniejszym powodem jest nieco zmieniona, bo skrócona akcja całości, wraz z uproszczonym zakończeniem. Pominięte zostały niektóre zdarzenia zawarte w pierwowzorze, które logicznie łączyły się w całość i dawały naprawdę dużo, jeśli chodzi o ostateczne przesłanie. Wprawdzie „Soul Eater” został „Soul Eaterem”, ale w formie skróconej o dwa ważne arci. Przez to w pełni zrozumieją animację dopiero ci, którzy wcześniej przeczytali komiks, ponieważ serial nie jest w żaden sposób luźną adaptacją, a raczej w tym, co pokazuje idzie za oryginałem.

IMG_4757

Jeśli chodzi o efekt wizualny – coś świetnego! Doskonale odwzorowuje styl komiksu, posiada genialnie zaanimowane walki, a wyraźne, ciemne barwy idealnie komponują się z „koszmarkowym” klimatem.

Kolejnym mocnym punktem jest muzyka. Soundtrack to połączenie wielu gatunków, stylów i technik, od delikatnych utworów klawiszowych, przez ostrzejszego rocka i core, po hip-hop i elektronikę. I czasami wszystko w jednym utworze. Seria posiada fantastyczne openingi, szczególnie pierwszy – „Resonance” wykonany przez projekt TM Revolution. Moim zdaniem to najlepsza czołówka serialowa, jaka w ogóle istnieje, zarówno muzycznie, jak i wizualnie. Energiczny utwór, łączący najróżniejsze style muzyczne, świetnie wykonany i doskonały pod względem samego dźwięku. Słyszymy go, kiedy zostajemy zabrani na spacer po mieście rodem z wesołego koszmaru, a potem wciągnięci w wir zajmujących, efektownych walk i nadprzyrodzonych przemian. Coś naprawdę niesamowitego.

Soul Eater to obowiązkowa pozycja dla dojrzalszych fanów shonenu, oraz wszystkich, którzy potrafią docenić niepokojącą, dziwaczną i bogatą fabułę, oryginalną kreskę, a nawet po prostu obracają się w klimatach groteski, akcji i horrorowego pastiszu. To poza tym bardzo uniwersalne i pełne, komiksowe ujęcie określonego światopoglądu i mechanizmów rządzących światem oraz systemu ludzkiej wartości. Poza tym w rozrywkowym i wesołym (jedynie z pozoru) dziele Ohkubo możemy odnaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie postawiła przed nami literatura minionych wieków.

PŁYTA – Titan – Septicflesh

  • Gatunek: death metal + muzyka symfoniczna
  • Produkcja: Season of Mist

Grecki Septicflesh to jeden z tych dzisiejszych zespołów, które mając już określony styl, od lat próbuje czegoś nowego. Klasyfikowany jako zespół death metalowy jest tak naprawdę czymś o wiele więcej – i to właśnie pokazuje miedzy innymi ich ostatni album, „Titan”, współtworzony z Praską Orkiestrą Symfoniczną i Praskim Chórem Dziecięcym. Efekt? Niesamowity. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy dostałam SF w dwupłytowym, specjalnym wydaniu (druga płyta to nagrania samej orkiestry i chóru, które warto posłuchać oddzielnie!) na swoje osiemnaste urodziny. Dziękuję za nią chłopakom, a Wam mogę powiedzieć – idźcie słuchać!

MIEJSCE – sklep internetowy Morski Kot & Co.

https://www.facebook.com/MorskiKot )

Przemiłe dziewczę robi na zamówienie piękną biżuterię. Można ją spotkać na wszelkiego rodzaju konwentach, gdzie z chęcią domierzy Wam rozmiar wybranych łańcuszków czy tasiemek, dołoży ozdobę czy zmieni zapięcie na bardziej wytrzymałe w gotowym egzemplarzu. Wszystko można też zamawiać internetowo, do tego Kot jest dość umuzykalniony 🙂 Warto zajrzeć, podpytać czy zrobi Wam coś na specjalne zamówienie. Poniżej wykonana dla mnie magnificonowa obróżka oraz wizytówka wyciągnięta z czeluści mojego portfela.

IMG_4765

NAPÓJ MIESIĄCA (18+ 🙂 )

Atak Chmielu – piwo American IPA, browaru Pinta

IMG_4764

Do zobaczenia w następnym poście, komentujcie i jeśli Wam się podoba, to obserwujcie, lajkujcie i udostępniajcie!

Wpadajcie też na bloga Ani: http://littlepeople00.blogspot.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s