Kacik polecen #4 – Maj 2016

Już opadają powoli emocje po warkowych zawodach i Filozofikonie oraz Magnificonie. Następny post poświęcę tym właśnie imprezom – które były naprawdę fantastyczne (już tęsknię, koniecznie wracam za rok 🙂 ). Zakręcona zaczęłam wakacje.

Wracając do domu codziennie myślę o comiesięcznych poleceniach… dzisiaj je wysmaruję, a co! Tak, no wreszcie. Także zapraszam do majowych, wakacyjnych już poleceń Lasairy 🙂

KSIĄŻKA – Pnin – Vladimir Nabokov

IMG_4449 (1)

„Wsiąść do pociągu byle jakiego…” Zgubić walizkę… Dostać palpitacji serca… I przenieść się do… nie, nie do krainy czarów, lecz do przeszłości… Albo i nie? Powieść jednego z moich ulubionych autorów, Nabokova, która rok temu skradła mi serce. Kiedy pierwszy raz po nią sięgnęłam, podeszłam z niepotrzebnym dystansem do tej lektury, bo (muszę się przyznać bez bicia) nie znoszę schematu „nieprzystosowanego, biednego imigranta”, który według niektórych jest głównym tematem „Pnina”. Niezmiernie mnie ucieszyło, że wcale tak nie jest! Powieść Nabokova jest lekko ironicznym i śmiesznym, i strasznym ,obrazem życia w ogóle. Obrazem osobowości, wspomnień, pomyłek. Historia zatacza koło, czy to może my stoimy ciągle w tym samym miejscu, nie mogąc wyrwać się z objęć przeszłości? „Pnin” to na pewno jedna z tych lektur, która pozostawia czytelnikowi bardzo dużo miejsca na interpretację, ale i w pewnym momencie zupełnie próbuje nas zgubić i przechytrzyć. Świetna, kiedy mamy chwilę ciszy na czytanie, bo choć wydaje się prosta w odbiorze, to wcale taka nie jest. Polecam wszystkim, tym, którzy chcieliby, jak mówił Umberto Eco, „zasiąść do gry z autorem modelowym”.

KOMIKS – Oblubienica Czarnoksiężnika – Kore Yamazaki

IMG_4448

Znowu japońszczyznę wstawiasz, Kama, no weź się ogarnij… Nie bójcie się, za miesiąc też japońszczyzna w komiksach ^^ Ale planuję także coś amerykańskiego (nie, nie Marvel.. Nie, nie DC…), europejskiego i w ogóle dużo różniastych komiksów. Tylko musi nadejść odpowiedni miesiąc 🙂

Wracając do „Oblubienicy”. W Polsce ukazały się na razie 2 tomy, choć ogólnie jest ich już  5 (poprawcie mnie, jeśli więcej). Jest więc nową mangą, która zapewne nie rozwinęła się jeszcze na tyle, żeby pisać o niej dużo. Zapewne po przeczytaniu całości (za kilka lat?) lub większej części wysmaruję jakąś recenzję. Na razie mogę powiedzieć, że porwała mnie od pierwszego rozdziału (nie dajcie się zwieść tytułem rodem z komedii romantycznej – jest raczej shonenem, nie-komediowym). Piękna, magiczna (dosłownie i w przenośni), o doskonale skonstruowanym świecie, ciekawych bohaterach (jak dalej zostaną rozwiązane ich losy, tego dowiemy się w przyszłości, ale na razie zapowiadają się „ciekawie” i „łapią za serce”) i… och, cudownej grafice! Fabuła rysuje się bardzo obiecująco i już (!)jest dosyć rozbudowana jak na początek i zadecydowanie niebanalna. Tytuł warty uwagi! A do tego w przyszłym roku swoją premierę będzie miał animowany prequel komiksu. Tak, ja już nie mogę się doczekać 😛

FILM – Księżniczka Mononoke (1997)

1b32572c00163d7d4fe78933http://c.wrzuta.pl/wi7570/1b32572c00163d7d4fe78933
  • Scenariusz i reżyseria: Hayao Miyazaki
  • Produkcja: Studio Ghibli
  • Gatunek: Animacja (fantasy/historyczny/…?).
  • Wygrana Saturn 2001 za Najlepszy Film na Kasecie Video, Najlepszy Film Japońskiej Akademii Filmowej 1998 roku (nagroda Ryuu Masayuki), Wygrana Błękitna Wstęga 1998 (dla Hayao Miyazakiego) Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Tokio

Jeden z najlepszych filmów jakie kiedykolwiek widziałam w reżyserii najdoskonalszego reżysera wszech czasów, Hayao Miyazakiego (teraz ktoś posądzi mnie o subiektywizm… hej, cały blog jest mój, więc… jest subiektywny? 🙂 ). I chyba jest tylko jedna lepsza pełnometrażówka, o której napiszę jeszcze zapewne sporo (także stworzona przez Miyazakiego). „Księżniczka Mononoke” traktuje o ścieraniu się sił cywilizacji i natury, o zwierzętach, duchach, ludziach. O poszukiwaniu tożsamości, zacierając granicę „tej dobrej” i „tej złej” strony. Zamiast tego Ghibli stawia odbiorcy inne granice, tworząc nowe definicje „sacrum”, „profanum” oraz „równowagi”. Film zdecydowanie przeznaczony dla dorosłych i wymagający zastanowienia (jak większość produkcji studia, często najpierw mylnie dedykowanych dzieciom), brutalny i piękny zarazem. Genialny scenariusz, doskonała animacja, piękna muzyka – nie brakuje niczego, aby móc nadać „Księżniczce Mononoke” status arcydzieła. Taką produkcję możemy zobaczyć raz na wiele, wiele lat.

PŁYTA – I Forsee The Dark Ahead, If I Stay – The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble

the-kilimanjaro-darkjazz-ensemble-live-i-forsee-the-dark-ahead-if-i-stay                                                                                                                                                                    http://ucallthatlove.com
  • Gatunek: „doom jazz”/”funeral jazz”/”noir jazz” (jazz/dark ambient/doom metal)
  • Produkcja: Parallel Corners

To, co uderza nas najpierw, to niepowtarzalny klimat – dziwny spokój, wśród którego potem pojawiają się niepokojące dysonanse. Następnie słyszymy świetną kompozycję – wszystkiego jest „dużo”, jednocześnie dysonuje i współgra ze sobą, wiele ścieżek doskonale łączy się w całość. Potem myślimy: ” i do tego świetne wykonanie!”, bo faktycznie słychać w tym spore umiejętności muzyków. Połączenie jazzu z muzyką ambient bywa niezwykle ciekawe. Ale połączenie jazzu z dark ambientem i motywami doom metalowymi zawsze będzie mnie naprawdę fascynowało. A Kilimanjaro jest jednym z tych projektów, które łączą te gatunki naprawdę świetnie. Właśnie ten album jest idealnym odzwierciedleniem ich mistrzostwa. Nie ma na co czekać – posłuchajcie, bo być może spodoba Wam się niezależnie od tego, czy lubicie jazz czy nie albo czy lubicie dark ambient i metal, czy też nie. Ten album porwie Was natychmiast. Weźcie więc kieliszek dobrego wina albo kubek kawy, usiądźcie wieczorem przy świecach lub lampce do czytania, weźcie wyżej wspomnianego „Pnina” i włączcie „I Forsee The Dark Ahead, If I Stay”.

MIEJSCE – Pij Herbatę,

herbaciarnia (Bubble Tea), Chmielna 10 (Warszawa)

IMG_4392

W centrum Warszawy na jednej ulicy mamy czasami aż pięć herbaciarni, serwujących Bubble Tea. A z Bubble Tea jest jak z odpowiednim instrumentem – niby dużo tych dobrych, ale zawsze każdy znajdzie sobie inne „ale”. I tak jest z Warszawskimi lokalami tego typu. Zawsze herbata smaczna, ale tylko smaczna, a bo to kulki za małe, a tapioka nie taka, a wystrój nie za bardzo… Poszukując wciąż swojej ulubionej bubble-herbaciarni natknęłam się kilka miesięcy temu na „Pij Herbatę”, które wcześniej jakoś udawało mi się omijać (w sumie ciekawi mnie dlaczego tam nie zajrzałam…). I kiedy pierwszy raz tam weszłam – to było to! Pyszna herbata, ogromna różnorodność naparów, smaków i dodatków oraz świetny wystrój i klimat. Teraz chodzę tam przynajmniej 3 razy w tygodniu (to jest silniejsze ode mnie! 🙂 ).

438E9463-6D2B-4803-99DD-3D0D2CD7D92B

Samej herbacianej bazy mamy 4 rodzaje – 1 czarną i 3 zielone. Do tego możemy wybrać aż 30 słodkich smaków napoju, a w razie czego pomieszać kilka z nich i  dodać 3 rodzaje mleka (zwykłe, sojowe i bez-laktozowe). Dodatkowo mamy 3 rodzaje kuleczek boba, tapiokę i 6 rodzajów żelek

Poza naprawdę sporym wyborem ogromnym plusem jest to, że każdy element jest bardzo dobrze przygotowany i świetnej jakości. Herbaty odpowiednio zaparzone, nie „przeparzone”, i bardzo aromatyczne. Boba i żelki są naprawdę znakomite – duże i bardzo smaczne ( a z tym w lokalach z tajwańską herbatą bywa różnie). Tapioka jest odpowiednio ugotowana i taka, że aż rozpływa się w ząbkach 🙂

IMG_4385

Sporą zaletą jest obsługa. Pamiętam, kiedy nie byłam stanie przez rok chodzić do pewnej kawiarni, dopóki nie zatrudnili w niej nowych baristów. Starzy byli po prostu antypatyczni i chyba mieli pretensję do gości, że w ogóle przychodzą i jeszcze ktoś z nich śmie zapytać o mleko sojowe. W „Pij Herbatę” za barem widzimy przyjazne, młode panie, które zawsze chętnie doradzą, a nawet porozmawiają i (jakkolwiek śmiesznie to nie zabrzmi) wymienią poglądy na temat nowych smaków. I chyba tak właśnie powinno być – obsługa składa się z energicznych pasjonatów, albo przynajmniej takich osób, które lubią swoją pracę lub w jakiś sposób ich ona ciekawi.

IMG_4381

Kolejnym, ogromnym plusem jest wystrój i umeblowanie lokalu. Pomieszczenie jest raczej niewielkie, ale na tyle duże, aby pomieściło trzy długie ławy, bar z dwoma krzesełkami i kącik kanapowy z dużą ilością miękkich poduch. Na zewnątrz także wystawione jest w lato kilka stolików. Wychodzi na to, że w niewielkiej norce na Chmielnej jest w stanie zmieścić się wielu miłośników herbaty z tapioką. Wystrój jest bardzo kolorowy, ciekawy i klimatyczny. Ławy i krzesła są pomalowane na różne kolory, leżą na nich miękkie, wzorzyste poduszki. Przy barze znajdziemy niezwykle pocieszną ścianę z rysunkami klientów, oprawionymi w kolorowe ramki (Bubble Tea z dodatkiem jajowatych głów Saitamy wygrywa…). Dlatego też lubię tam przebywać. Miejsce jest kameralne i bardzo urokliwe. Zaciszny kącik na jednej z ładniejszych śródmiejskich ulic i to urządzony w klimacie uroczej przystani słodkiej herbaty zawsze będzie przyciągał. Jedynym, niestety dla mnie dużym, minusem jest brak łazienki. To zrozumiałe, że w tak małym lokalu nie ma na nią po prostu miejsca. Ale kiedy wlewamy w siebie litry herbacianej dobroci… No właśnie, potem biegamy i szukamy w pobliżu upragnionej tabliczki z napisem „WC”. Jeśli jednak komuś to nie przeszkadza, to „Pij Herbatę” nie ma żadnych wad, a ma za to wiele zalet.

IMG_4380

IMG_4078

Wszystkich, którzy bywają w Śródmieściu lub tych, którzy przyjadą kiedyś do Warszawy mogę śmiało zachęcić do odwiedzenia jednego z moich ulubionych miejsc, jakim jest właśnie ta herbaciarnia.

Analogicznie NAPOJEM MIESIĄCA zostaje tajwańska BUBBLE TEA. Smacznego! 🙂

IMG_4219IMG_4386

Reklamy

4 comments

  1. Miriam Lily · Maj 31, 2016

    Zdecydowanie to, co muszę przyznać po przeczytaniu posta, to że sposób w jaki piszesz sprawia, że czyta się to naprawdę z zainteresowaniem. I nie jest to tylko przewijanie wzrokiem po monitorze z podpartą głową. A jeśli mowa już o „japońszczyźnie” to chyba czas najwyższy, żebym i ja zaopatrzyła się w Oblubienice, to chyba znak, że zbyt długo odwlekam zakupy. Bubble tea bywa uzależniające 🙂 Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    • lasaira · Czerwiec 9, 2016

      Bardzo się cieszę, że podobają Ci się moje posty 🙂 Zapraszam po więcej do śledzenia bloga (przez wordpress i e-mail 🙂 ).

      Lubię to

  2. Ania · Czerwiec 1, 2016

    Bardzo milo i przyjemnie sie czyta :* zaciekawil mnie film animowany, musze go obejrzec. Obserwuje i posdrawiam http://littlepeople00.blogspot.com

    Polubione przez 1 osoba

    • lasaira · Czerwiec 9, 2016

      Bardzo dziękuję, zapraszam po więcej! 🙂 I polecam obejrzeć 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s