Sacrimonia – kim naprawde jestesmy?

Tak, nie było mnie, matury, matury, matury… Nie było też kwietniowych ulubieńców, za co bardzo Was przepraszam (…ale nauka ważna rzecz…). W każdym razie już jestem i kończę zalegającego posta. Dzisiaj kolejne muzyczne i nie tylko muzyczne opowieści. Do wydania „New World Ascension” już coraz bliżej, więc z tej okazji… Poznajcie Sacrimonię – najbardziej harmonizujący i dysonujący zespół jednocześnie. Jak w jednej salce są w stanie wysiedzieć szalona kobieta o energicznej i dość nerwowej osobowości, maniak muzycznych ozdobników, średniowieczny krzyżowiec joannita oraz Gaalvakh Hipsteriusz Miedzianobrody, namiestnik królestwa świnek i papieru toaletowego…? O tym pragnę Wam dzisiaj opowiedzieć. Sacrimonia z punktu widzenia ich wokalistki!

7

Moja przygoda z nimi zaczęła się od tułaczki przez wiele innych składów, projektów i pomysłów. Wcześniej grałam w trzech innych zespołach, występowałam sama, ale… To wciąż było nie to. Zwykle moje tłumaczenie innym, którzy ze mną współpracowali tego, że „Chciałabym klawisze i wiolonczelę do black metalu, albo wiecie, może jakiś chórek czy skrzypce.”, kończyło się fiaskiem. Słyszałam śmiech i odpowiedź w stylu „Niby po co jakieś pianinko w blacku, dziewczyno, chyba coś ci się pomyliło albo chcesz, żebyśmy zostali kabaretem!” Do tego dochodziły wieczne prośby „Grajcie z metronomem, żeby wreszcie było równo.” albo „Uczcie się nowego materiału w domu, a nie na próbie!”. I tak wychodziło, że za każdym razem miałam już dość.

Któregoś pięknego dnia, po moim koncercie z grupą sesyjnych muzyków i kolegą ze szkoły muzycznej napisał do mnie nieznany mi wcześniej człowiek o imieniu Kuba:

Witam. Na wstępie propsy za „Blow Your Trumpets…”. Tak szczerze, to przyszedłem na ten koncert się z Ciebie pośmiać, bo nie wierzyłem, że szesnastoletnia laska umie zaśpiewać Behemotha, ale jako jedna z niewielu na dzisiejszym koncercie zrobiłaś na mnie pozytywne wrażenie. Ale do rzeczy: słuchaj, formuję zespół w klimatach symfoniczno-melodyjno blackowych (orientacyjnie Anorexia Nervosa, Cradle Of Filth, Carach Angren, Dimmu Borgir, Vesania etc), aktualnie jestem na etapie zbierania składu (na chwilę obecną mam chętną 2 gitarę i perkę) oraz pisania materiału (2 utwory skończone, nad kilkoma innymi pracuję) i piszę z pytaniem: byłabyś zainteresowana dołączeniem do takiej kapeli?

Po pierwsze byłam niesamowicie zaskoczona, że mój występ dotarł tamtego wieczoru do kogoś spoza szkolnych kolegów i kadry nauczycielskiej. Po drugie było mi bardzo miło, że zupełnie nieznajomej osobie spodobało się moje wykonanie dość popularnej wtedy piosenki. Po trzecie… O rany, nareszcie jakiś zespół, który nie chce grać krzywej pralki w akompaniamencie zachrypniętego chomika w piwnicy!

73

Tak, to ja ^

Co mogłam powiedzieć? Po dalszej rozmowie z Kubą poprosiłam o wysłanie materiału. Po jakimś czasie, kiedy przez moje życie zdążył przewinąć się jeszcze jeden, nieco inny od poprzednich, projekt, zostałam zaproszona na próbę przez zespół… wtedy bez nazwy, nazwany przez nas roboczo po prostu „Symfoblakiem”.

87

Kuba, gitarzysta ^

Weszłam do sali prób nieco speszona Starałam się oczywiście udawać niewzruszoną, chociaż tak naprawdę miałam ochotę uciec ze strachu, jak zobaczyłam miny chłopaków. Czułam się, jakbym właśnie stanęła przed turbo-bossem w grze, pomnożonym razy 4 i do tego miała tylko jedno, jedyne życie. Kiedy zaczęliśmy grać wiedziałam, że cała się trzęsę. To oczywiście częściowo minęło, jak wydobyłam z siebie pierwsze dźwięki, choć wciąż byłam potwornie zestresowana! W przerwie Filip, basista poczęstował mnie pomarańczą. Nie chciałam być gorsza :), więc sama rozdałam wszystkim ciastka, które ze sobą przyniosłam. Okazało się, że kolega od pomarańczy był także pierwszy raz, mimo, że wyglądał na bardzo spokojnego. Zaczęliśmy wszyscy rozmawiać i pierwsze napięcie zostało przełamane (szczególnie jeśli chodzi o Frania, perkusistę, który najpierw przestraszył mnie swoją postawą groźnego wojownika, a potem okazał się… bardzo miłym i przyjaźnie nastawionym rycerzem-rekonstruktorem).

101

Nasz bębniarz Franio ^

Tak się wszystko zaczęło… Oj, działo się bardzo, bardzo dużo i trwało to bardzo, bardzo długo, zanim zespół, który po długich debatach zyskał nazwę „Sacrimonia”, w aktualnym składzie zgrał się na tyle, aby nagrać przedprodukcyjne demo, a jeszcze więcej, żeby wejść do studia i perfekcyjnie zarejestrować „New World Ascension”. Nie obyło się bez wielu ciągnących się rozmów, w których ścierały się bardzo sprzeczne wizje każdego z nas. Sacrimonia to wspaniała grupa, w której skład wchodzą osobowości bardzo… ekhm, wyraziste? Niespotykane? Dziwne? Wszystko na raz. Jesteśmy zespołem złożonym z ludzi o bardzo niecodziennych zamiłowaniach i charakterach.

93

Basista Filip ^

Ja, wokalistka i autorka tekstów, jestem (jak to niektórzy czasami jęczą) „ech, rany, kobietą” i do tego taką, która wie, czego chce i stara się postawić na swoim. Często się denerwuję albo ekscytuję i wpadam w euforię. Jestem też strasznie niecierpliwa, choć przyzwyczaiłam się, że życie uczy mnie wciąż czegoś zupełnie odwrotnego. Na szczęście jestem też kimś, kto trudno się poddaje i napędza innych swoją energią (a przynajmniej tak mi się wydaje…). Nasz gitarzysta, czyli Kuba ma bardzo dobrze rozwinięte poczucie własnej wartości… to znaczy ma zadatki na księżniczkę, boga i pana albo nadczłowieka. Poza tym jest obrońcą harmonii (10 podobnych ścieżek jednego instrumentu w jednym fragmencie to przecież za mało…). Wbrew pozorom wysokie mniemanie o sobie i umiejętność kombinowania przydaje się przy organizacji i dzięki temu jest także w stanie wiele wynegocjować – jako manager sprawdza się naprawdę całkiem nieźle. Filip, basista, to wesoły i raczej mało poważny, brodaty rudzielec, dla którego czas i zegarek istnieją w alternatywnym wymiarze – zawsze w pierwszej godzinie próby musi wyjść ze swoim uroczym, białym terrierem albo łapać bezglutenowe pierożki czy kroić sojowy schab. Każdy zespół potrzebuje błazn… znaczy basisty. Na dostawcę śmiechu może z nim konkurować jeszcze drugi kolega z sekcji rytmicznej – perkusista Franio. Tak jak wcześniej pisałam, na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo groźny… Kiedy widzisz Van Helsinga, mruczącego coś pod nosem i mającego minę, jakby miał ochotę wyciąć toporem połowę wrogiej armii, raczej nie myślisz o nim jako uczynnym, pomocnym, bardzo przyjaznym i głęboko wierzącym chrześcijaninie – a taki naprawdę jest joannita Franciszek. Do tego, jak wcześniej wspomniałam, dostarcza nam wielu uśmiechów – czasami zawiesza się niczym prawdziwy garowy i łapie tekst z półgodzinnym opóźnieniem. Za to z historii jest lepszym źródłem niż niejedna encyklopedia! A i poza tym z blastami jest jak ze ścieżkami harmonii u niektórych – nigdy za wiele, prawda? A uderzenie nigdy nie jest zbyt mocne…

107

Skupisko dziwolągów? Otóż to. Ale w takich właśnie warunkach jesteśmy  w stanie tworzyć coś wyjątkowego, w co każdy z nas wkłada cząstkę siebie – zarówno interpretacji, wykonania, jak i surowej pracy. Jej efektem jest album „New World Ascension”, z którego dwa utwory („Ensorcelling Darkness” oraz „Katabasis”) można już posłuchać:

O TUTAJ

I TUTAJ

Płyta w wersji fizycznej ukaże się już naprawdę niebawem – tak, naprawdę niebawem, także zachęcam do śledzenia FANPAGE’A.

12734149_599507933536851_6907245891529412189_n

Fotografia: Aleksandra „Krucza” Burska.

Okładka „New World Ascension”: Piotr Szafraniec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s