Wokal i ekstrema.

Wiele osób zadaje mi na co dzień pytania związane z tym, co robię – między innymi z moim śpiewaniem. Jedne są „ciekawskie”, inteligentne, inne zupełnie proste, zabawne, a czasem wręcz mogą wydawać się, kolokwialnie mówiąc, „głupie”. To jak to jest być wokalistą? A jak to jest być w szeroko pojmowanej „ekstremie”? Dzisiaj wstęp do serii postów ode  mnie i o mnie samej, jako wokalistce. Zapraszam.

IMG_2726

Zacznijmy od tego, że ludzki głos jest powszechnie cały czas najbardziej niezrozumianym instrumentem. Co mam na myśli? To, że wśród laików i początkujących muzyków panuje przekonanie pod tytułem „śpiewać każdy może”. Jasne. Tak samo za pianinem może usiąść każdy, każdy może wziąć gitarę do ręki (choć dla twórców pewnej telewizji śniadaniowej i to okazało się wyzwaniem), a nawet spróbować dmuchnąć w trąbkę (co nie znaczy, że mu się uda, ale przyłożyć wargi może każdy, prawda?). Już na początku pragnę wam powiedzieć, że śpiewać nie może KAŻDY. Do wszystkich instrumentów trzeba mieć talent. (Nie chcę się tutaj jakoś szczególnie wywyższać, ponieważ na co dzień spotykam osoby, które go mają, tylko o tym nie wiedzą.) Jednak o ile grę na gitarze lub pianinie można nawet bez niego w jakimś przyzwoitym stopniu wyćwiczyć, o tyle z ludzkim głosem jest inaczej. Przypomina swoją budową skrzypce (nie ma progów czy klawiszy, nie wystarczy go dobrze nastroić, żeby trafić w dźwięk), a poza tym jest dużo bardziej kapryśny. O ile dobre skrzypce, wiolonczelę lub altówkę możemy po prostu kupić, o tyle głosu nie. Albo ktoś ma określoną skalę, albo jej nie ma. Oprócz słuchu muzycznego potrzebujemy więc pewnych wrodzonych możliwości samego aparatu mowy. Wszystko potem można wyszlifować, ale niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Alt nie zaśpiewa idealnie sopranem koloraturowym i vice versa. Osoba z małą skalą nie będzie w stanie wyciągnąć niektórych utworów. Czasem czegoś zrobić nie można. Powinniśmy więc skupić się na tym, co jednak można i co my sami zrobić możemy.

Nowy, trudny utwór zafałszuje (prawie) każdy adept sztuki wokalnej. Ale jedni będą w stanie go wyćwiczyć, inni nie. Na tym właśnie polega słuch muzyczny. W pewnym momencie nauczymy się panować w mniejszym lub większym stopniu nad swoimi strunami głosowymi i oddechem. Ale słuchu nikt wam nie dorobi. Tak, ćwiczy się go. Ale najpierw też trzeba go MIEĆ. Tak jak określone możliwości w skali i mocy głosu.

No dobrze, to powiedzmy, że chcemy spróbować albo sądzimy, że mamy predyspozycje do bycia wokalistą. No i co dalej? W większości wygląda to tak: „A no poćwiczę sobie w domu, będę samoukiem, no bo nad czym tu się zastanawiać.” Nie, nie i jeszcze raz nie. Nauczyciel potrzebny jest natychmiast. Po coś istnieją lekcje wokalu, kursy i szkoły muzyczne. Nie mając pojęcia o zwykłej emisji głosu nie powinniśmy się zabierać za nic. A niestety większość dzisiejszych „wokalistów” o emisji nawet nie słyszała albo tylko im się wydaje, że słyszeli. Ba, nie chodzi tu o trzynastoletnią Zuzię (przepraszam z góry wszystkie Zuzanny, imię jak najbardziej przypadkowo wybrane),  nagrywającą filmik, jak śpiewa piosenki z filmów Disneya. Włączmy radio. Jakiekolwiek. Telewizję muzyczną, też pierwszą lepszą. Usłyszymy może jednego kompetentnego „piosenkarza” na dziesięciu używających  falsetu zamiast dobrze wyemitowanych, wysokich tonów albo zmiksowanych i przemielonych przez Autotune’a na każdym dźwięku (w większości i jedno, i drugie). Wykonawcy zarabiają na tym sporo i mają wielu wielbicieli. Tak, bo muzyki słuchają w większości nie-muzycy. Ich piosenki nie są tworzone dla znawców, tylko „dla ludzi”. Nie ma w tym niczego złego, ponieważ gdyby nie było fanów, nie byłoby dla kogo tej muzyki pisać – świat nie może składać się wyłącznie z artystów. Ale jak już decydujemy się na taką, a nie inną karierę , to uważam, że przynajmniej sami powinniśmy robić to chociażby przyzwoicie.

Jeszcze gorzej jest z wszelkimi metalowymi „krzykaczami”. Niestety, nawet wśród samych muzyków ( i to nawet „starych wyjadaczy”) powszechnych jest wiele mitów, a przede wszystkim błędne przekonanie o tym, że śpiew ekstremalny polega po prostu na „darciu się”. Muszę ze smutkiem stwierdzić, że 95% blackmetalowych wokalistów nie ma pojęcia o tym, co robi. W większości naprawdę wybitne zespoły mają fatalny wokal. Niektórzy nawet uważają, że brak warsztatu jest „kvltowy” albo „prawdziwy”. Kiedy słyszę takie opinie mam ochotę zapłakać. W black metalu znam może pięciu frontmanów, którzy opanowali potrzebną im emisję. Większość tych „edukowanych” krzykaczy ucieka do zespołów corowych (dlatego też stwierdzę tutaj, zapewne ku zdziwieniu niektórych moich znajomych, że core to w połowie przypadków dobra muzyka). Szkoda, bo w black metalu można wokalnie naprawdę wiele jeszcze zrobić. Może kiedyś wyjdziemy z „muzycznego średniowiecza” lat dziewięćdziesiątych. Może, oby. (A na razie proszę Was, jeśli chcecie śpiewać jakkolwiek, to uczcie się tego tak, jak należy.)

Tutaj chciałabym w skrócie powiedzieć na czym właśnie polega śpiewanie ekstremalne. Jakikolwiek scream, fry, growl, goblin, false chord, tunnel throat lub gutural to czysty wokal, na który nakładamy najróżniejsze agresywne przydechy i zabrudzenia. Zawsze pod spodem są dźwięki, melodia. Jeśli chodzi o emisję, to jest ona niemal identyczna jak ta klasyczna i operowa. Różnice są bardo niewielkie. Żeby bawić się w ekstremę trzeba więc nauczyć się początkowo „normalnie” śpiewać – potrzebne są przynajmniej najprostsze podstawy. Dalsza nauka także będzie składała się tylko w 1/3 z nauki samych  metalowych technik, reszta to ćwiczenia oddechowe i czyste śpiewanie gam i balladek przy fortepianie. Tak, to nauka ŚPIEWU KLASYCZNEGO połączona z zabawą na przydechach. Dobrze wykonana ekstremalna technika męczy dużo mniej niż czysty śpiew, ale źle wykonana może bardzo zaszkodzić (włącznie z rakiem krtani i wszelkimi obrzydliwymi „naroślami” i „guzkami” na strunach, które potem należy usuwać chirurgicznie).

Polska scena metalowa tak naprawdę dopiero się kształtuje i cały czas ewoluuje. Mamy stare i dobrze znane na całym świecie zespoły. Ale wciąż pozostaje dużo miejsca na świeżą krew. Nie jest łatwo jakkolwiek zaistnieć jako wokalista lub jakikolwiek inny muzyk, ale nigdy nie było. A ciągle się da. Trzeba chcieć i umieć (albo może się tylko łudzę… mam nadzieję, że jednak nie).

To tyle na początek o mojej kochanej ekstremie. Będzie tego zdecydowanie więcej, zapraszam wszystkich zainteresowanych!

Jeśli się podoba, to OBSERWUJ –>

Poniżej Instagram, Facebook i Sacrimoniowe okienko. A płyta już tuż tuż! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s